O autorze
Niestety od wielu lat boks zawodowy to już nie tylko sportowa rywalizacja, ale przede wszystkim biznes i ogromne pieniądze. Dlatego też postaram się przedstawiać nie tylko piękną twarz szermierki na pięści jaką bez wątpienia jest rywalizacja między linami dwóch pięściarzy, ale również układy poza ringowe, które zdaniem wielu ludzi zabijają tradycję tego sportu.

Kostecki vs Jones Jr. czyli kolejna ściema?

Miesiąc bez sensacyjnej wiadomości to miesiąc stracony. Tym razem na polskich ringach mamy zobaczyć Roya Jonesa Jr. Przynajmniej tak twierdzi promotor Andrzej Wasilewski. Z legendarnym Amerykaninem skrzyżować rękawice ma Dawid Kostecki, który został niedawno skazany na 2,5 roku więzienia. Walka ma odbyć się 30 czerwca w Łodzi, a legendarny Jones Jr. jak donosi Przegląd Sportowy pojawi się być może w Polsce już w środę na konferencji prasowej promującej kolejną walkę Cygana.

Przy tego typu doniesieniach tradycyjnie musimy sobie postawić zasadnicze pytanie - ściema czy nie? Mając w pamięci wiele tego typu zapowiedzi skłaniam się ku tej pierwszej opcji. Pomyślmy logicznie, jaki jest sens sprowadzać pięściarza za co najmniej kilkadziesiąt tysięcy dolarów dla Kosteckiego, nad którym wisi czarna chmura pt. więzienie? Teoretycznie można tu liczyć na łaskawość promotora i chęć dania zarobić swojemu zawodnikowi. Tylko ile taki Kostecki miałby dostać skoro to Jones zgarnie główną pulę?

Poza tym czy przypadkiem niedawno z Juniorem nie miał walczyć Krzysztof Włodarczyk? Skoro nie udało się doprowadzić do walki gdzie na szali leżał pas mistrza świata wagi junior ciężkiej to skąd nagle wzięły się argumenty, które przekonały Roya do pojedynku z mało znaczącym w bokserskim świecie Kosteckim?

Jeżeli mam być szczery to widzę dwie opcję dlaczego taka informacja została wypuszczona.

Pierwsza - jest to zabieg marketingowy, który ma na celu zachęcenie kibiców do zakupienia biletów. Przypomnijmy sobie tylko Bydgoszcz - Szpilka vs McCline, a skończyło się na Basile. Oczywiście poziom sportowy obu Panów jest porównywalny, ale nie oszukujmy się. W tego typu przypadkach liczy się nazwisko.

Druga - ostatnio została potwierdzona mega wiadomość. Andrzej Fonfara zmierzy się z legendarnym Glenem Johnsonem. Nie, tu nie ma słowa prawdopodobnie. To jest pewne - 13 lipca, Chicago. Nie muszę chyba przypominać jaka fala krytyki spadła na Kosteckiego, któremu zarzuca się, że mimo 30 lat walczy z przysłowiowymi "kelnerami", natomiast młody Fonfara już w wieku 24 lat stoczy walkę życia.

Zakładając, że stanie się cud i Jones Jr. zawalczy w Polsce. Jak to porównywać do konfrontacji Fonfara vs Johnson? (nie mam wątpliwości, że podanie takiego nazwiska jak Jones to próba odpowiedzi na Johnsona).

Obecnie Roy Jones Jr. to sportowy wrak, który przegrywał w bardzo przykrym stylu w wadze cruiser. W dodatku wychodzi na to, że w wieku 43 lat miałby zrzucić około 20 funtów do kategorii półciężkiej (limit 175 lbs, ostatnia walka 193 lbs). Co prawda Glen Johnson to rówieśnik Jonesa, ale Jamajczyk jeszcze niedawno znokautował Allana Greena, dał twardą walkę z Carlem Frochem w półfinale turnieju Super Six i wytrzymał pełny dystans z Lucianem Bute.

Nie wspomnę już o tym, że dzisiaj mamy 21 maja czyli 5 tygodni do pojedynku. Zapewne w tym okresie promocja gali będzie (zakładając, że walka się odbędzie) na takim samym poziomie jak obóz przygotowawczy Jonesa Jr, czyli mówiąc krótko, znikomym.

Żeby nie być całkowicie krytycznym w stosunku do Dawida Kosteckiego to powiem, że na pewno Roy to lepszy pomysł niż kolejny Rumun. Tylko, żeby na końcu znowu nie okazało się (cytując fragment skeczu Cezarego Pazury), że miał być Indiana Jones, a był Mariana Wąs.
Trwa ładowanie komentarzy...